Rozdział VII


Podczas, gdy my zbieraliśmy się do wyjścia przez moją głowę przebiegało tysiące myśli. Nie potrafiłam uwierzyć, że uległam innej osobie, przecież dalej mu nie ufałam w pełni. Jednak mimo moim własnym przekonaniom byłam teraz tutaj, pakowałam najważniejsze rzeczy do plecaka Jonathana i próbowałam przywyknąć do czegoś czego nie czułam od bardzo dawna — zmiany.

Od kiedy tu dotarłam nie zmieniłam swojego położenia, z czystego podejścia strategicznego i bezpieczeństwa. Zdążyłam już zapomnieć o tym czego pragnęłam, gdy moje życie było normalne, zapomniałam o chęci podróżowania, czy ciekawości świata. Ciekawość zabija.

Mały sukces

Wspominałam wcześniej, że uznaje to opowiadanie za mój mały sukces. Ponieważ od dawna nic co napisałam nie podobało mi się tak bardzo jak to. Od dawna nie miałam niczego tak dobrze poukładanego, jak tą historię. Jednak mimo, iż sam fakt, że mi się podoba to co piszę sprawia mi uśmiech na twarzy, opinia innych w tym przypadku jest dla mnie na wagę złota. Chciałabym móc przeprowadzić z wami dyskusję na temat pewnych problemów postaci, pewnych sytuacji. Doszłam właśnie do pisania XXV rozdziału, który będzie ciężki, bo prezentuje coś co ostatnio sprawiło mi ból w moim życiu. To prawdopodobnie zaowocuje większą ilością pesymistycznych opisów uczuć i sytuacji.
Zawsze się mówi, że autor pisze dla siebie i nie powinien żebrać o komentarze. Ale dla siebie piszę już od kilku miesięcy, opublikuje je natomiast, by poznać opinię innych i omówić to co się tam dzieje.
Dlatego, jeśli wchodzicie i czytacie to, to pozostawcie coś po sobie. Nie mówię tu o komentarzu typu ,,Super''. Takie komentarze sprawiają tylko, że godzinami zastanawiam się ,,Okej, ale skoro było takie super to czemu taki krótki komentarz? Czy 'super' rozdział nie zasługuje na coś więcej?''. Napiszcie chociaż zdanie: co wam się podobało, co was zaskoczyło, co niekoniecznie przypadło wam do gustu. O więcej nie proszę, ale jednak jeśli dacie od siebie więcej to będzie naprawdę super.

tak tu to zostawię, bo mam fazę na 2 sezon 13rwhy

A teraz czas na coś innego.
Tytuł "Mały sukces'' wcale nie odnosił się do mojego narzekania. Mam dla was inną informację.

Nie pisałam o tym jeszcze, ale opowiadanie to znajduje się również na Wattpadzie. Niedawno na jednej z grup na Facebooku poświęconym temu portalowi pojawiła się inicjatywa pewnej dziewczyny, żeby zrobić wywiad z obiecującymi autorami na Wattpadzie.

I tak oto dochodzimy do sedna sprawy, ponieważ jeden z takich wywiadów przeprowadziła ze mną:


Z wywiadu możecie się dowiedzieć co nieco na temat opowiadania i kwestii, których nie poruszyłam tutaj. Przy okazji zachęcam do zajrzenia na mój profil na Wattpadzie. Mam tam kilka zaplanowanych prac i kilka starych. Obserwujcie, jeśli zainteresuje was to co piszę, ale nie chcę pustych lajków. 
Dziś postaram się wrzucić kolejny rozdział, ale ostatnio jestem trochę otępiała, więc jak zapomnę to pojawi się jutro.

Rozdział VI


Mówi się, że to cierpienie wyłania całą prawdę z człowieka. Największą katorgą jest jednak cierpienie świadome. Jak powiedział Napoleon:

,,Cierpienie wymaga więcej odwagi niż śmierć.’’

W tym przypadku śmierć wydaje się czymś prostym. Niczym nieświadomy upadek, tak szybki i tak gwałtowny, że mija niczym jedno mrugnięcie. Zanim jesteś w stanie zorientować się co się właściwie stało, jest już po wszystkim. 

Z cierpieniem jest inaczej, trwa i trwa, aż człowiek sam decyduje się upaść i jedno mrugnięcie później już go nie ma. 
Tak świat pozbył się słabych pragnących szczęścia idealistów, którzy prędzej, czy później odkryli prawdę o tym jak wygląda świat. Prawda ta okazała się być jasna i klarowna, przynajmniej teraz. 

Teraz, gdy wszyscy powtarzają jak bardzo ten upadek był przewidywalny, choć nie myśleli o tym dopóki nie stanęła przed nimi góra martwych ciał z oderwanymi głowami i dziurami w piersi.

Ale przecież nie powinno nas to już dziwić. Nie był to pierwszy raz, gdy ludzkość poniosła ogromną stratę przez swoją własną lekkomyślność. Po raz pierwszy jednak od lat dwudziestych udało nam się przekroczyć dotychczasowy rekord śmierci. 
Mamy z czego czerpać dumę…

Rozdział V

,, Przyjaźń rodzi się w momencie, gdy jedna osoba mówi do drugiej: ’Co? Ty też? Myślałem, że tylko ja’.’’

Na początku poczułam strach. W momencie, gdy mój nowy kompan ruszył w kierunku stacji chciałam rzucić się w kierunku broni i wycelować w niego zanim zorientuje się co się dzieje. Potem, gdy zrozumiałam, że to głupi pomysł poczułam niezrozumiałe uczucie, jakby ktoś naruszył moją prywatną przestrzeń. W końcu od dość dawna żyłam sama w tym miejscu i zdążyłam już do tego przywyknąć. Może chodziło o to, że do tego momentu myślałam, że tylko ja pozostałam zdrowa. Choć ta myśl była przygnębiająca w pewnym sensie pozwalała mi też czuć się trochę wyjątkowo. Jakby było we mnie coś takiego, dzięki czemu to właśnie mi udało się przetrwać. 
Później poczułam irytację. Nowy przybysz chodził po pomieszczeniu z krytycznym spojrzeniem. Miałam wrażenie jakby oceniał mój ,,dom’’. ,,O, polerowane klamki? Ładne’’, ,,A skąd to obrzydliwe krzesło?’’. 
Po tym wszystkim jednak nastąpiło uczucie podniecenia. Nie byłam sama. Stał koło mnie drugi człowiek, oddychający, mówiący i prawdopodobnie zdrowy. Poczułam się ponownie jakbym była w szkole. Nie potrafiłam określić jak to było możliwe, że przeszłam przez te wszystkie stany w tak krótkim czasie, by znaleźć się tutaj. 

Rozdział IV

,,Nigdy nie ma się drugiej okazji, żeby zrobić pierwsze wrażenie.’’

— Ręce do góry! — powtórzyłam.

Stałam z wyciągniętymi rękoma. Nogi trzęsły mi się jakby były z waty. Ostatni raz tak się czułam kiedy nauczycielka wybrała mnie do szkolnego konkursu poezji. Stałam przed wszystkimi tymi ludźmi, a mój wiersz brzmiał jakbym zjadała co drugą literkę. Pędziłam z każdą linijką szybko i niezgrabnie chcąc jak najszybciej mieć to z głowy. Widziałam po oczach wszystkich zgromadzonych, że nie szło mi najlepiej, ale nie potrafiłam zmotywować siebie, by wziąć się w garść i zrobić to jak należy.

Podejrzewam, że tak musiałam się prezentować teraz. Trzęsąca się, ze spuszczonym wzrokiem i małym pistoletem, którego nawet nie umiałam użyć.

Spojrzałam na swojego przeciwnika. Stał przede mną wysoki chłopak, na oko może na metr siedemdziesiąt wzrostu. Z początku nie zareagował na mój desperacki akt kontroli nad obecną sytuacją. Gdy wybiegłam na ulicę krzycząc te trzy słowa stał przodem do mnie przechylony odrobinę na bok jakby przed chwilą rozglądał się za czymś. 

Drugi zwiastun

Wiem, wiem. Kolejny zwiastun. Pomyślicie sobie pewnie ,,Niech lepiej zajmie się pisaniem, a nie kolejny zwiastun'' (choć mam nadzieję, że naprawdę tak nie myślicie). Ale ten zwiastun stworzyłam sama. Poprzedni nie podobał mi się w 100%, więc ruszyłam z własną inicjatywą i powstało to.
Nieidealne, nie najlepsze moje małe arcydzieło. 
Nawet podoba mi się co z tego wyszło, bo o ile na opowiadanie mam tysiące pomysłów, to na wykonanie zwiastuna — już trochę mniej.
Liczę jednak na waszą opinię. I mam pytanie: Chcecie rozdział szybciej?
Siedzę w domu, brak mi weny i mam ochotę pokazać wam kolejny rozdział. Standardowo powinnam wrzucić go w piątek, ale nie chce mi się czekać.
Piszcie w komentarzach!